- Przed siebie w Polskę
Podłogi egzotyczne |mango ubrania |Komis sukien ślubnych

„— Przed siebie, w Polskę! — zadysponowałem bez namysłu. Mogłem sobie na to pozwolić, byłem przecież bogaty. W kieszeni cały bojowy żołd, wypłacony za pobyt na Zaolziu — przeszło osiemdziesiąt złotych żywą gotówką.
— Rozkaz, panie podchorąży. Baśka, gazu, nie leń się!
— Nam się nie spieszy. Nie warto tak gonić szkapiny.
— Sie rozumie, pojedziemy spacerowo — potwierdził dobrodusznie pan „sałata", uśmiechając się znacząco.
Krople deszczu dudnią po brezentowej budzie, ale chyba jeszcze głośniej stuka serce. Zdobywam się na odwagę
— Panno Zosiu, chciałem powiedzieć, że... no właśnie, chciałem powiedzieć... — tu zacząłem się szpetnie jąkać.
— Słucham, cóż takiego — zwróciła ku mnie zaciekawioną buzię, energicznie strząsając z kudłatej grzywki srebrzące się krople wody. Chciałem coś mówić, lecz niebacznie spojrzałem w niebieskie ślepka i na dobre zapomniałem języka w gębie.
Musiałem mieć strasznie nieszczęśliwą minę, bo ulitowała się nade mną, położyła paluszek na moich ustach i powiedziała głębokim, ciepłym głosem
— Cicho, nie trzeba nic mówić. Wszystko wiem, rozumiem i to samo czuję.
Przytuleni do siebie milczymy, jest nam bardzo dobrze.
Potem zaciszna cukierenka przy Kruczej. Przyjemny stolik w samym rogu niewielkiej sali. Dyskretna lampka ze złocistym abażurem. Spod palców czarno odzianego pianisty płyną subtelne tony romantycznej piosenki. Może to właśnie sam pan Elektorowicz gra „W maleńkiej, cichej tej kawiarence..." Ściskam w swej dłoni rączkę dziewczyny, patrzę w jej oczy i wiem, wiem już z całą pewnością, że jest to nasza wspólna melodia, na całe życie.“(4)



stalowe hale |wycinanie styroduru |korek techniczny